Wesele w Książęcej Bażantarni | Karolina i Jarek

Karolina i Jarek to para, z którą współpraca, była od samego początku czystą przyjemnością. Nie tak dawno otrzymałem bowiem zapytanie odnośnie do wykonania reportażu ślubnego – kiedy się okazało, że termin jest wolny, w pierwszej kolejności odbyliśmy wideorozmowę, a drugim etapem okazał się już być ślub! Para Młoda wymarzyła sobie, że aranżacja ich ślubu zostanie utrzymana w klimacie elegancji z nutą ekstrawagancji i historii. Brzmi wybuchowo? Tak też było! Pierwszy raz zawitałem do Książęcej Bażantarni w Pszczynie. Hotel wraz z salą weselną położony niejako na odludziu, co udało się zarejestrować mojemu dronowi, również pozostaje do Waszego wglądu w Galerii. Pałacyk tętniący życiem, a wokół sielankowa cisza i niczym niezmącony spokój. Na usta same się cisły słowa: chwilo, trwaj!

To tu w sali głównej trwały ostatnie przygotowania, didżej szykował stanowisko pracy, goście weselni docierali do swoich pokojów nierzadko z dalekiej podróży, a ja rozpocząłem fotografowanie od detali. Na pierwszy ogień poszła sala weselna, później trafiłem do apartamentu, komnaty małżeńskiej, gdzie przygotowywała się Karolina – Młoda jest blogerką i prężnie działa w mediach społecznościowych, kocha życie, przy tym bardzo świadomie pozuje, co pokazały przygotowania ślubne, czyli najtrudniejszy etap zdjęć. Jarek był w apartamencie obok. Przyszli Nowożeńcy nie widzieli się do ostatniego momentu. Kiedy nadszedł czas błogosławieństwa, dosłownie na kilka minut przed nim zaplanowałem pierwsze spotkanie Młodej Pary. Lubię wprowadzać taki element, jeżeli tylko jest ku temu sposobność. Można wtedy podziwiać bardzo naturalne reakcje, cieszyć nimi oko i łowić wspaniałe ujęcia. Kiedy już emocje po błogosławieństwie opadły, udałem się do ogrodu, gdzie w namiocie czekali już licznie zgromadzeni bliscy wraz z przedstawicielem urzędu stanu cywilnego – kilka minut później Jarek poprowadził Karolinę pod rękę do miejsca, gdzie wśród zgromadzonych świadków po krótkiej chwili stali się Małżeństwem – gratuluję Wam jeszcze raz! Przyjęcie trwało do późnych godzin i to była naprawdę konkretna impreza: winyle plus saksofon rozbili bank. Po trzech czy czterech dniach oddałem mojej Parze materiał, ponieważ nie musieliśmy umawiać pleneru – Nowożeńcy chcieli, aby odbył się tego samego dnia, co ślub i wyszło znakomicie. Zresztą sami zobaczcie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.